13 lipca 2010

Bezbożna walka z tradycją

Richard Henry Czarnecki (PiS) wziął na swoim blogu w obronę krzyż znajdujący się pod Pałacem Prezydenckim. Zdaniem polityka, postawiony przez „ludzi, Polaków, obywateli” symbol powinien pozostać na swoim miejscu. O jego usunięcie zabiegają natomiast „nadgorliwi politycy”. Których „nadgorliwości”, poseł nie omieszkał rzecz jasna odnieść do faszyzmu.

Politykowi PiS chęć usunięcia krzyża kojarzy się „jako żywo ze stanem wojennym”. Ponieważ „wtedy też władza walczyła z krzyżami (…) Jak się to skończyło - wiemy”. Czyżby poseł chciał zasugerować, że próba usunięcia krzyży może w konsekwencji doprowadzić do obalenia całego systemu? Cóż, chyba warto w takim razie spróbować.

W rzeczywistości postawa p. Czarneckiego napawa smutkiem. Przedstawiciel Polski w europarlamencie zachowuje się jak dziadek straszący wnuczkę Babą Jagą czy inną Buką. Retoryka jest zadziwiająco podobna – zostawcie krzyż, bo gdy nie będzie krzyża to przyjdzie zły PRL i was zje. A wraz z nim przyjdą esbecy, stan wojenny, okulary Jaruzelskiego, a nawet ZSRR i sam Breżniew na czerwonym rumaku.

Może właśnie dlatego „osobistym przeciwnikom krzyża sprzed Pałacu Namiestnikowskiego powinno być wstyd”?

Przyznaje Panie Czarnecki – rzeczywiście jest mi cholernie wstyd. A to dlatego, że tacy ludzie reprezentują mój kraj za granicą.

Bo mówiąc całkowicie poważnie – mało kto podważał obecność krzyża na Krakowskim Przedmieściu w trakcie żałoby narodowej. Była to bowiem sytuacja szczególna. Jednak życie toczy się dalej. Minęły trzy miesiące, a Pałac Prezydencki to nie mauzoleum, ale siedziba głowy ś w i e c k i e g o państwa. Dlatego też krzyż powinien zostać przeniesiony, a mediom i politykom nic do tego.

Zastanawia również, dlaczego wykorzystywanie symbolu wiary, jako elementu politycznej przepychanki nie obraża niczyich uczuć religijnych. Mam jednak nadzieję, że wyborcy nie są ślepi i w końcu zrozumieją o co wam, drodzy politycy, chodzi. Przecież krzyż nie jest dla was celem samym w sobie - jest tylko metodą zdobycia i utrzymania poparcia.

Natomiast twierdzenie p. Czarneckiego, że „dyskusja o krzyżu jest żenująca” dyskwalifikuje go jako nowoczesnego polityka. Dyskusja nie jest żenująca. Wprost przeciwnie - jest podstawą społeczeństwa obywatelskiego, którego część klasy politycznej boi się jak ognia. Dlaczego? Bo dialog nie jest na rękę rządzącym. Niechęć do dyskusji to ograniczanie mechanizmów naturalnych dla demokracji. Otwarta debata uzmysławia bowiem, że nie istnieje jedyna słuszna wizja Polski. Co pozwala mieć nadzieję, że przestrzeń publiczna może być czymś dla wszystkich wspólnym. A przecież w tym kraju żyją również ludzie, dla których konstytucja warta jest więcej, aniżeli papier na którym została wydrukowana.

Za żenującą można natomiast uznać argumentację, że przeciwnicy krzyża walczą z polską tradycją, a „za to też nie idzie się do nieba…” Politycy wyjątkowo lubią zawłaszczać pojęcie tradycji. A przecież historia Polski to nie tylko powstania i Mickiewicz, ale także Łyszczyński i Sędziwój. Milczeniem pominę wykorzystywanie przez polityka argumentacji dotyczącej pójścia do nieba. Tym bardziej, że mowa tu o dość naiwnej wizji raju, wyjętej żywcem z mesjanizmu polskiego. Bo przecież człowiekowi nieszanującemu polskiej tradycji narodowej przekroczenie niebiańskich bram nie może być dane.

A tak swoją drogą - czy zakończenie wpisu wielokropkiem nie ma w sobie czegoś romantycznego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz