18 lipca 2010

Logika nie jest seksy

- Co tam panie w gospodarce?
- W czym?!

Gospodarka to temat zastępczy. Nie jest zbyt seksy. A wakacje to przecież tradycyjnie okres procesów sądowych o pogwałcenie dóbr osobistych. W główkę robi się goręcej, słoneczko przygrzewa itd. W tym roku na świecznik trafili Andrzej Żuławski i Doda. Obydwoje siebie warci.

Sąd apelacyjny w Warszawie wydał postanowienie zakazujące rozpowszechniania książki Żuławskiego „Nocnik”. Rzecz dotyczy pogwałcenia dóbr osobistych Weroniki Rosatti, która była rzekomo pierwowzorem książkowej Esterki. Decyzja sądu jest dość zrozumiała, zważywszy, że pan Żuławski do najbardziej dorosłych emocjonalnie nie należy. Trudno inaczej nazwać zamiłowanie do publicznego obrabiania tyłka byłym kochankom. Lecz artystom, jak wiemy, wolno więcej. To nic, że przeważnie dotyczy to seksu.

Sprawa wygląda nieco inaczej w przypadku Dody. Artystka wytoczyła proces Mieszkowi Sibilskiemu, członkowi hip-hopowego składu Grupa Operacyjna. W jednym z teledysków raper użył w odniesieniu do Dody określenia „blachara”. Piosenkarka poczuła się urażona i facet musi przeprosić na łamach Onet.pl. Koszt takich przeprosin to bagatela 32 mln zł. Dzisiejsze rozumienie kontrowersji jest więc dość na opak. Kiedyś, żeby być kontrowersyjnym wystarczyło pokazać nagą kobietę, dziś wystarczy powiedzieć, że 2 + 2 = 4. To nic, że nasza gwiazdeczka sama nazywa się diamentową dziwką. O tempora o mores, jak rzekł Cyceron w mowie przeciwko swemu niedoszłemu mordercy.

Swoją drogą, kreacja Dody idealnie trafia w ducha czasów. Wystarczy raz na parę dni rzucić okiem na wspominany wyżej Onet. Niedawno moją uwagę przykuł artykuł o zdradach. Czy zdrada na wakacjach to zdrada? Otóż moi drodzy - zdrada jest zawsze zdradą. Jej zakres to już kwestia umowy między obydwojgiem partnerów. Jeśli uważamy, że flirtowanie z koleżankami/kolegami z pracy nie jest niczym fajnym to tego nie robimy. A okoliczności łagodzące to tylko marna wymówka. Zasada jest prosta – nie rób innym tego, czego nie chciałbyś żeby robili tobie. Imperatyw kategoryczny Kanta.

Inny przykład – artykuł dotyczący pragnień każdego mężczyzny. Z niechęcią kliknąłem w link. Po lekturze postanowiłem sprawdzić czy w spodniach wszystko w porządku. No niby coś tam jest.

Istnieje bowiem taka nieco niemodna dziedzina nauki - nazywa się logiką formalną. Występuje w niej pojęcie kwantyfikatora ogólnego. Na przykładzie:

Wszyscy mężczyźni marzą o cycatych blondynkach z dyskoteki;
Maciej nie marzy o cycatych blondynkach z dyskoteki.

Jaki z tego morał?
Nie jestem mężczyzną. Logicznie rzecz biorąc musiałbym być kobietą. Jednak kobieta nie jest odwrotnością mężczyzny. W oparciu o matematykę stworzyliśmy cywilizację. A mimo to, logika zawodzi podczas lektury Onetu. A może się czepiam?

Właściwie to ciągłe epatowanie seksem zaczyna mnie męczyć. Z każdej strony, w każdej możliwej okoliczności jestem bombardowany płciowymi bzdetami. Muszę pracować więcej i więcej, często opadając z sił, a na słodki deser dostaje ciągłe seksualne natręctwa. W reklamach, artykułach i na bilbordach. Oczywiście seksualność jest piękna. Lecz jak mawiał Paracelsus – "lekarstwo od trucizny różni tylko dawka". Drodzy pijarowcy, ja naprawdę mam własny pomysł na życie.

Nie podoba mi się odzieranie seksualności z ostatnich nimbów prywatności. Przecież w seksie najpiękniejsza jest właśnie relacja między dwojgiem ludzi. Więc niezmiennie uważam, że rodzina, szczery związek, intymność i szeptane na ucho słówka są warte tysiąckroć więcej niż wszystkie gołe dupy świata razem wzięte. Świadomie i z pełną odpowiedzialnością za własne słowa.
Chyba jestem niemodny.

„Oszalałem, bo nie pokazują już niczego innego” – Noam Chomsky

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz